piątek, 19 września 2014

Niedzielny czwartek, czyli jak skutecznie się uczyć mimo pięknej pogody!



Wolne czwartki są niesamowite! Jeśli także macie jakiś wolny dzień w ciągu tygodnia na pewno doskonale wiecie co mam na myśli! Jeśli nie...współczuję, ale też nie macie czego zazdrościć...w wolne czwartki zwykle myśli się już o piątku, ale nie jako kolejnym dniu pracy a raczej jako ostatnim dniu roboczego tygodnia i zbliżającym się weekendzie...ustawiony budzik na szóstą rano psuje cały nastrój.

 Dzisiaj zgodnie z zapowiedzią w poprzednim poście, gdzie nadal możecie pisać o swoich źródłach medycznych informacji, a ja Was do tego gorąco zachęcam i wołam o wsparcie - będzie to post z kategorii Lifestyle, czyli właściwie spodziewajcie się wszystkiego i niczego ;)
Takie dni mają także to do siebie, że bardzo szybko się kończą. Wstałam po 8, jest już po 19...zaraz zrobić kolację, uszykować drugie śniadanie na jutro, nastawić budzik, uszykować ubrania, książki...przejrzeć jeszcze raz notatki - robi się dobrze po 22-23 i pora iść spać, żeby przypadkiem nie zaspać. Głupio byłoby spóźnić się w pierwszym miesiącu szkoły. Od razu mówię, post jest długi. Ale spokojnie, możecie czytać na raty ;)
Historia nieszczęścia
Nie jest to tajemnicą, że na studia zwyczajnie się nie dostałam - cóż, takie rzeczy się zdarzają, nie zawsze egzaminy wychodzą tak jakbyśmy tego chcieli, a ja kiedy dostałam wyniki matury zamiast się cieszyć, że w ogóle zdałam, bo wierzcie mi, że matematyka była w tym roku okropna - przepłakałam całą noc pt. Nie dostanę się na studia. List z oficjalną odmową przyjęcia był tylko formalnością. Wiedziałam to już 27 czerwca.  Ale...jego otrzymanie i tak mnie wbiło w podłogę, po raz kolejny zdołowało...ten żal, smutek, rozpacz...rozczarowanie. To wszystko powodowało, że czułam się źle, przybita, przygaszona, jakbym zamiast 20 miała 12500 lat. Ze łzami prawie w oczach pojechałam oddać dokumenty na studium farmaceutyczne - uznałam, że zamiast wybierać kierunek studiów na jaki mogłabym się dostać ale jaki nie byłby bliski mojemu sercu, zdecydowałam że będzie to lepsza alternatywa. Podpisując podanie, kserując dokumenty, robiąc badania - bolało mnie to, że nie udało mi się, że oddaję tam a nie w Dziale Rekrutacji UM. Tutaj mogę spokojnie odwołać się do tekstu poświęconego Perfekcji. To właśnie ona spowodowała to rozbicie bo być może za bardzo chciałam. Teraz już wiem, że czasem trzeba zwolnić. To wszystko wcale mi nie pomagało. Z dnia na dzień gorzej się czułam, czułam jakby ktoś wypuścił ze mnie całą energię, jednym słowem chciałam zapaść się pod ziemię. Całe szczęście...moja wspaniała przyjaciółka i bliscy nie dali mi się załamać. Dziękuję Ci ogromnie z tego miejsca i jeśli już tu jesteś zajrzyj do 13 powodów do szczęścia ;)
Szczęśliwe nieszczęście
I w końcu przyszedł pierwszy września. Nie czekałam na ten dzień. Nie chciałam go, bo wiedziałam, że będę musiała udać się na inauguracje w szkole policealnej, zacząć nowe życie, znajomości jakich bardzo się obawiałam. Zmierzyć się w oko w oko z niepowodzeniem. Dzisiaj z ręką na sercu mogę przysiąść, że to było najlepsze rozwiązanie i że najpewniej nic nie dzieje się bez przyczyny. Dzisiaj jestem po prostu szczęśliwa, bo...jest wspaniale. Przede wszystkim - ludzie okazali się bardzo w porządku, atmosfera w szkole i na zajęciach - zachwycająca, wykładowcy - rzeczowi i przede wszystkim normalni w swej profesjonalności. Cieszę się z każdej godziny spędzanej w tym miejscu, mimo że np. taka farmakognozja o jakiej pisałam Wam przy okazji właściwości wiesiołka to póki co czarna magia, analiza leków na pewno nie będzie prosta dla kogoś z takimi brakami, ale prowadząca jest przesympatyczna i tłumaczy chemię tak, jak jeszcze nikt mi w życiu nie tłumaczył. Farmakologia to zupełnie inna bajka, do dzisiaj nie wiem czy wiem dokładnie co to inhibitor reduktazy hydroksymetyloglutarylo koenzymu A, ale to nic. I tak jest niesamowita. To jak działają leki, jakie wywołują skutki uboczne i wszystkie te receptory - to wszystko jest fascynujące. A przede wszystkim czuję, że to moje miejsce, że to moja pasja, coś co sprawia mi przyjemność. Także dzisiaj myślę, że być może dobrze się stało. Mam więcej czasu na przemyślenie obranej ścieżki, troszkę więcej na naukę do poprawianej matury i świetną okazję aby naprawdę zacząć nowe życie.
Niedzielny lifestylowy czwartek
Kiedy już znacie historię mojej nieudanej kariery magistra na pewno lepiej zrozumiecie moje ostatnie powody do radości. Moje życie zmieniło się o 180 stopni i przewróciło w każdej możliwej płaszczyźnie. Czuję, że mogę wszystko. Mam w sobie tyle energii, że nawet po znienawidzonych (głównie przez to, że zawsze kazali mi robić coś czego nie chciałam) zajęciach wychowania fizycznego miałam jeszcze siłę biegać, skakać, tańczyć, ćwiczyć! Nie sądziłam, że tak niewielka zmiana w życiu jak zmiana szkoły sprawi, że odnajdę w sobie takie pokłady optymizmu i energii. Zapewniam, że postaram się aby publikowane posty były jak najbardziej poświęcone zdrowiu i oczywiście jeśli są jakieś tematy o jakich chcielibyście przeczytać - swoje propozycje jak najbardziej możecie pisać i w komentarzach i na Google+ i na Facebooku (adres e-mailowy się tworzy już wkrótce zostanie podany do użytku ;). Nauka w takich studium, chociaż to nie studia - to także wyzwanie i cała masa nauki, nauki i jeszcze raz nauki. A może i kolejne trzy razy? Póki co nie jest tak źle, daję radę. Jeszcze nie ma tego tak wiele, ale swój wolny dzień i tak poświęciłam na...naukę! To samobójstwo uczyć się w tak piękny dzień, ale...
 w takim miejscu nawet nauka farmakologii nie straszna!
Leżak czy książki? Jak pogodzić te kwestie?
Zgodnie z drugą częścią tematu dalszą część posta przeznaczymy na...naukę. Jak sami widzicie publikacja nastąpiła dopiero dzisiaj, w piątek, chociaż zaplanowana była na wczoraj, a to z tego względu, że wykład z farmakologii zawsze nieubłaganie kończy tydzień...Farmakologia jest cudowna. Naprawdę, to bardzo bardzo ciekawe, ale...wierzcie mi, że nie pamiętając gdzie są jakie receptory - ciężko się z początku odnaleźć. W każdym bądź razie moja środkowo-tygodniowa czwartkowa niedziela musiała choć trochę zostać poświęcona na naukę. Przygotowałam obiad, odkurzyłam, zrobiłam porządek z kosmetykami...a jak już wszystko zrobiłam - przyszedł na nią czas.
Jeśli próbować odpowiedzieć na pytanie z podtytułu - taaak, ja też wolałabym leżak, ale te dwie kwestie można świetnie pogodzić, bo...co za problem zabrać książki na leżak?
Kilka moich sposobów na naukę
1. Pomyśl sobie, że mimo to wrześniowe słońce - ale wciąż można się opalić! Wsadzenie bluzki na ramiączka, krótkich spodenek i uszykowanie leżaka to krok i ku opalaniu i ku zabraniu ze sobą odpowiednich narzędzi, czyli...

2. Nie zapomnij o okularach przeciwsłonecznych. Na zdjęciu niestety - moje korekcyjne bez których ciężko mi teraz by było pisać. Ale aż tak ślepa nie jestem i w taką pogodę, zwłaszcza kiedy wiem, że muszę się nauczyć wybieram szkła przeciwsłoneczne, dzięki którym nie muszę ciągle mrużyć oczy. Grr jakie to frustrujące kiedy próbując coś przeczytać trzeba non stop przymykać oczy, zamiast coś zapamiętać skupiasz się tylko na tym, żeby coś zobaczyć, w efekcie czego tylko boli głowa i...odkładasz książkę. Okulary przeciwsłoneczne temu zaradzą!

3. Zawsze wyznaczam sobie czas na naukę. Oczywiście wcześniej sprawdzając ile mam na dany dzień do przerobienia. Z doświadczenia wiem, że nie warto szaleć z trzema godzinami. Nie nie, moi drodzy, to się nie sprawdza. Nikt nie jest w stanie tyle czasu się skoncentrować na jednej rzeczy.

4. Ale jak na wszystko i na takie problemy mam lekarstwo! Czyli...często wyczekiwana przerwa. Kiedy wiem, że muszę na coś poświęcić więcej niż godzinę (bo tyle jestem się w stanie skoncentrować bez przerwy) po 40 minutach ustawiam budzik, który mówi mi, że to CZAS NA PRZERWĘ.

5. Co zrobić pod czas przerwy? W moim przypadku świetnie się sprawdza wypicie szklanki wody, czasem czegoś przekąszenie i...kilka skłonów bądź krótki spacer czy to po pokoju (kiedy uczę się w domu) czy po ogrodzie. Rozprostowanie kości bardzo ważne!

6. Czasem słyszę, że Jeśli przerwę to już nie zacznę z powrotem! Ja też z tym długo walczyłam i niestety na to jest jedna rada - zacisnąć zęby. Nie zawsze się chce, ale dobrze jeśli ma się...

7. Silną motywację. Wierzcie mi lub nie, ale ma nieopisaną siłę i daje porządnego kopa!

8. Warto mieć pod ręką kalendarz i coś do pisania. Zdarza się, że podczas nauki przychodzi do głowy jakiś pomysł, przypomina Ci się, że coś musisz jeszcze zrobić, ale boisz się że jeśli teraz tego nie zrobisz - zapomnisz. Z odsieczą przychodzi zwykły, podręczny kalendarz bez którego ja nie wyobrażam sobie życia. Podczas nauki sprawdza się w roli notatnika czy pomocy kiedy zapomnimy co jeszcze zaplanowaliśmy na dzisiaj.

Oczywiście jeśli macie balkon czy niedaleko park - także można skorzystać, piszę jedynie na własnym przykładzie, ale to wszystko odnosi się do każdego miejsca nauki. Marzy mi się wciąż dzień z książkami w ogrodzie botanicznym! 
Już nie będę Was dzisiaj męczyć ;) Do zobaczenia! 


7 komentarzy:

  1. Cieszę się Natalio razem z Tobą. Czasami w życiu nam się wydaje, że coś ważnego nam się wymyka, ucieka i wybieramy alternatywę - może mniej ważną (jak myślimy z początku).

    Jednak jeśli się w to zagłębimy po jakimś czasie okazuje się, że to co nas spotyka obecnie jest jak najlepszym wyborem, Powodzenia w nauce i wiele słonecznych chwil - nie tylko na dworze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie jest tak jak Małgosiu mówisz ;) Dziękuję za dobre słowo i także życzę Ci samego powodzenia, szczęścia i wszystkiego dobrego ;)

      Usuń
  2. Dlatego bardzo żałuję, że nie posiadam ogródka teoretycznie mam balkon ale od wschodu czyli koło godziny już 11 słońce na nim nie wita ;d No najważniejsze to motywacja.. a jak bardzo często jej brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze częściej zamiast niej wpada na nieproszoną kawę...lenistwo. Szkoda, że nie kończy się tylko na kawie!
      Niestety już raczej po pięknej pogodzie. Nic mi z ogródka!
      Pozdrawiam i dzięki za odzew! ;)

      Usuń
  3. Stare chińskie przysłowie mówi: Rób to co robisz, a nigdy nie będziesz musiał pracować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta: Rob to co lubisz, a nigdy nie będziesz musiał/a pracować :-)

      Wybaczcie, jestem już śpiący ;-)

      Usuń
    2. tak też coś mi się wydawało, że robienie tego co się robi z nie muszeniem pracowania...juz nie zasłaniaj się sennością!

      Usuń