wtorek, 2 grudnia 2014

Pani N. przykro nam, ale dawca boi się igły.

Wspólnie przeciw białaczce

Na pewno nikt się tego nie spodziewał. Każdy kto mnie zna wie, że igłę to ja może lubię - ale tylko z daleka. Na krew mogę już patrzeć, chociaż jeszcze całkiem nie tak dawno musiałam przełączać każdą krwawą scenę w telewizji, a kiedy komuś coś się stało - mdlałam, marudziłam i uciekałam gdzie pieprz rośnie. Igły dalej się boję. Dawno co prawda nie zemdlałam podczas pobierania krwi, a ostatnim razem kiedy robili mi całkiem twarzową sesję zdjęciową i potrzebny był wenflon - czułam się całkiem dobrze to i tak pobieranie krwi, podobnie jak wizyta u stomatologa, przyprawiają mnie o mdłości. Ale co z tego, że boję się igły? Gdyby chodziło o moje życie, moich bliskich i przyjaciół argument "boję się igły" potraktowałabym jak niesmaczny żart.