Nie wierzę własnym oczom! To już trzeci post w tym tygodniu! Mam nadzieję, że poprzednie dwa wpisy spełniły Wasze oczekiwania chociaż w połowie, tak jak moje ;)
W dzisiejszym poście chciałabym powiedzieć Wam trochę o moim, co z niechęcią muszę przyznać, przekleństwie czyli - perfekcjonizmie.
Od kiedy pamiętam - zawsze wściekałam się kiedy coś nie szło po mojej myśli, zawsze robiłam wszystko do bólu, dopóki nie udało się, tak sobie założyłam. Niektórzy na pewno powiedzą - To dobrze! Znaczy, że wytrwale dążysz do celu. Osobiście tak tego nie postrzegam. Zgodzę się z tym, że mimo niepowodzeń dążąc do celu, udało mi się między innymi zdać prawo jazdy - wierzcie mi, w sobotę mija rok od kiedy je mam, ale nadal trzymam arkusz z wynikiem POZYTYWNYM w portfelu - wciąż budzi moją radość i dumę ;) Teraz cieszę się, że się nie poddałam, chociaż może...powinnam? W każdym bądź razie zmierzam do tego, żeby przyznać sama przed sobą, przed Wami i wszystkimi, że bycie perfekcjonistką - męczy i najczęściej powoduje zupełnie odwrotny efekt - to dlatego tyle razy musimy próbować, bo bardzo chcąc sprawiamy, ze tak bardzo się nie udaje.
Niewybaczalne błędy
Czujecie czasami, że jak czegoś nie zrobicie, nie dopilnujecie czy kiedy coś Wam nie wyjdzie, nawet jeśli ma być to przypalona zupa - czujecie, ze świat się zawali? Codziennie szykujecie listę zadań, robicie wszystko, żeby nie pominąć nawet jednego punktu, a kiedy przypadkiem zapomnicie...KATASTROFA! JAK JA MOGŁAM! Czujecie się winni za każdym razem gdy nie jesteście w stanie spełnić czyjejś prośby? A kiedy coś nie pójdzie zgodnie z planem, bo mimo godzin nad książkami nie dostaliście się na wymarzone studia, mimo założenia najlepszej marynarki i odbytej przed lustrem tysiąc pięćset razy powtarzanej próbnej rozmowy kwalifikacyjnej z przygotowaniem na każde pytanie, nie otrzymaliście upragnionego telefonu Proszę zacząć od poniedziałku - macie po prostu ochotę zapaść się pod ziemię, rozpłynąć i zniknąć z powierzchni Ziemi? W wirze codziennych obowiązków, narzuconych sobie prac, zapominacie o sobie? Pamiętacie o tym z czym zrobić kanapkę mężowi, o której obudzić dziecko, kupić prezent dla teściowej, odebrać rzeczy siostry z pralni, podlać kwiaty sąsiadom, ale nie pamiętacie o tym, że czasem potrzebujecie chwili dla siebie? Jeśli tak macie - mam tak samo...chociaż nie mam męża ani dzieci - to czysto przykładowo, chodzi o to samo - w wirze codziennych zajęć i nauki w ubiegłym roku zapomniałam o sobie - niewybaczalny błąd.
Twoje Zdrowie vs. Perfekcja
Jeśli już wiecie, że także chcecie być zawsze perfekcyjni, czas powiedzieć sobie prawdę - nie warto. Cały zeszły rok robiłam wszystko, żeby jak najlepiej wszędzie wypaść - starałam się zawsze wszystkiego nauczyć, zaliczać w terminie, a do matury moja doba trwała od 7:30 do 2 w nocy. Teraz wiem, że nie było to mądre. Chociaż nie tylko przez ostatni rok, moi przyjaciele i bliscy na pewno potwierdziliby, że WSZYSTKO chcę zawsze zrobić IDEALNIE. Musi być idealnie. Muszę mieć kontrolę. A kiedy tracę kontrolę...nie...tak nie może być, ja nie mogę tracić kontroli. To mój schemat myślenia z ostatnich paru lat - do czego mnie zaprowadziło? Odbiło się to na moim zdrowiu. Nie wiem czy na psychicznym, ale myślę, że życie w ciągłym stresie i pod własną presją, że musi wyjść, swoje na tym polu zrobiło. Na pewno odbiło się na moim zdrowiu fizycznym: myślę, że część z moich niekreślonych bólów ucha czy głowy może swój początek wzięło właśnie z tego? Wciąż próbuję to wyjaśnić.
W każdym bądź razie powtórzę: naprawdę nie warto chcieć być zawsze idealnym. Oglądacie seriale? A oglądaliście kiedyś np. Gotowe na wszystko? Jeśli tak, to przypomnijcie sobie rudą, zawsze z nienaganną fryzurą Bree - czy była szczęśliwa? Dokąd ja to zaprowadziło po poniesionej porażce? Wpadła np. w alkoholizm. Matko...nie chciałam w swoich postach nawiązywać do mało wartościowych seriali, ale ten przykład wydał mi się bardzo trafny! Nie mówię, że wszyscy perfekcjoniści skończą jako nieszczęśliwi alkoholicy - nie, to nie tak, ale z pewnością ucierpi na tym ich zdrowie, życie prywatne i towarzyskie.
Dlaczego perfecto nam szkodzi?
Zawsze mając do zrobienia wiele i żyjąc pod presją, że musi być idealnie, chcąc mieć wszystko pod kontrolą i uważając, że jeśli my tego nie zrobimy to świat się zawali - jesteśmy przepracowani i przemęczeni. Na pewno po 12 godzinach pracy, a tfu! nawet po 8 doskonale wiecie co się dzieje z Waszą energią, ciałem, zachowaniem - zmęczenie sprawia, że jesteśmy drażliwy, rozdrażnieni, najlepiej to bez kija nie podchodź, a siłę mamy co najwyżej na to, żeby dojść do łóżka i na chociaż pięć minutek się położyć. Kiedy natomiast ponosimy porażki - obwiniamy się. Mamy takie wyrzuty sumienia, że nawet zmęczenie nie pozwala nam spokojnie spać!
Wspominałam już o zapominaniu o sobie. To prawda. Nie pamiętamy często o jedzeniu, regeneracyjnej drzemki, wizycie u kosmetyczki czy o badaniach kontrolnych - własnych, bo o bliskich to pamiętamy! W końcu dopada nas moment wypalenia, czujesz się czasem tak, jakbyś ktoś spuścił z Ciebie całe powietrze niczym z opony? To pierwszy sygnał tego, że czas przestać.
Jakie szkody ponosimy?
Zdrowotne - jak najbardziej. To wszystko sprawia, że źle sypiamy, jesteśmy przemęczeni (wiem, powtarzam się), dopada nas frustracja kończąca się awanturami i kłótniami ze wszystkimi, bowiem uważasz, że wszystko jest tylko na Twojej głowie i nikt, NIKT ci nie pomaga. To na pewno nie do końca prawda, ale tak to widzisz...bo Twój mózg potrzebuje odpoczynku. Do tego wszystkie, źle się odżywiasz. Jesz byle co, zwykle w biegu, nie ma czasu na zdrowy, porządny i odżywczy posiłek. Myślicie, ze to dobrze? Oj długo mi zajęło zorientowanie się, że coś jest nie tak. Potrafiłam wciekać się jak tylko dlatego, że ktoś śmiał poprzekładać książki, że ktoś zadzwonił nie w tym momencie, że ktoś powiedział daj sobie spokój, odpocznij chwile. Dzisiaj wiem, że każdy kto kiedykolwiek mi tak powiedział lub, że Nie musisz zawsze być idealna - miał po prostu stuprocentową rację.
Bo nie musisz.
Nie musimy być idealni. Wszyscy popełniamy błędy, każdemu z nas przytrafiają się porażki. To nic złego, więc naprawdę - zwolnij. W ramach terapii i perfekcjonistycznego odwyku zacznij od siebie:
- umów się chociaż raz w tygodniu sam/sama ze sobą, zrób wtedy coś co tylko Tobie przyniesie radość,
- pozwalaj sobie i innym popełniać błędy - zobaczysz sam/sama, że chociaż bolą - są pożyteczne,
- nie narzucaj sobie zbyt wiele wyzwań - unikniesz przemęczenia,
- nigdy nikomu nic nie obiecaj - jeśli nie uda Ci się spełnić prośby, być może unikniesz kolejnej fali wyrzutów sumienia, że nie potrafisz pomóc,
- powiedz innym czego oczekujesz, nie bierz wszystkiego na siebie - może się okazać, że Twoi bliscy znają lepszy sposób i na pewno Ci pomogą,
- zadbaj o siebie i swoje zdrowie. Rezygnując z ciągłej perfekcji - zrobisz ku temu wielki krok ;)
- musisz nauczyć się rezygnować.
Na sam koniec zaznaczę, że to wszystko o czym tutaj czytacie jest wypadkową moich zainteresowań i obserwacji, a dzisiejszy post dedykuję - samej sobie. Przede mną kolejne wyzwanie: zaczęłam naukę w szkole policealnej i choć nie dostałam się na wymarzone studia - już nie uważam tego za koniec świata. Tak po prostu się stało, muszę żyć dalej. Za rok postanowiłam próbować jeszcze raz, ale tym razem nie zamierzam robić niczego za wszelką cenę. Dziękuję za tę chwilę uwagi. O swoich doświadczeniach oczywiście zachęcam do dyskusji pod postem a jeżeli chcecie skontaktować się bezpośrednio ze mną odwiedźcie mój profil na Google+ lub stronę bloga na Facebooku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz