wtorek, 2 grudnia 2014

Pani N. przykro nam, ale dawca boi się igły.

Wspólnie przeciw białaczce

Na pewno nikt się tego nie spodziewał. Każdy kto mnie zna wie, że igłę to ja może lubię - ale tylko z daleka. Na krew mogę już patrzeć, chociaż jeszcze całkiem nie tak dawno musiałam przełączać każdą krwawą scenę w telewizji, a kiedy komuś coś się stało - mdlałam, marudziłam i uciekałam gdzie pieprz rośnie. Igły dalej się boję. Dawno co prawda nie zemdlałam podczas pobierania krwi, a ostatnim razem kiedy robili mi całkiem twarzową sesję zdjęciową i potrzebny był wenflon - czułam się całkiem dobrze to i tak pobieranie krwi, podobnie jak wizyta u stomatologa, przyprawiają mnie o mdłości. Ale co z tego, że boję się igły? Gdyby chodziło o moje życie, moich bliskich i przyjaciół argument "boję się igły" potraktowałabym jak niesmaczny żart.

Igła nie smok, nie zionie ogniem
Bo boję się igły. Jak cholera. Jej wbijanie w moje mało wyraźnie żyły, czasem po kilka razy, żeby laboratorium dostało odpowiednią ilość mojej krwi graniczy nieraz z cudem! Pisałam Wam w listopadowych postanowieniach o tym, że zamierzam odwiedzić lekarza celem wykonania podstawowych badań na koniec roku, ale no...nie mogę się zebrać, bo to wiąże się z pobieraniem kwi. Wczoraj wieczorem czułam się bardzo zrezygnowana. Uczyłam się na analizę leków, nic mi już nie wchodziło więc pomyślałam, że zrobię szybki przegląd ulubionych blogów. Bingo! Jeśli nie znacie jeszcze bloga Dr Lifestyle - szybko musicie się zapoznać z tym, o czym pisze autorka! A to dlatego, że świetnie zna się na tym co robi, czyli pisze o prawidłowym odżywianiu, swoich postępach w odchudzaniu, zachęca do aktywności fizycznej i wydawać by się mogło, że blog jakich wiele, ale wcale tak nie jest. Wiadomości jakie tam znajdziecie będą rzetelne, potwierdzone konkretami i warte uwagi. Mnie to się nie udało - moje próby zmiany żywienia wciąż kończą się tym samym - ciągłym zaczynaniem od początku. Ale nie ważne. Ważne jest to, że po przeczytaniu tego posta zrozumiałam, że co z tego, że boję się igły. Nie spałam pół nocy, na kolokwium nie mogłam się skoncentrować, bo myślałam o białaczce, chorych na nią, śmierci i potencjalnych dawcach - czyli mnie, Ciebie i Was. Zadałam sobie także pytanie czy chciałabym usłyszeć Pani Natalio, bardzo mi przykro, ale dawca...boi się igły ?
Dawca boi się igły...
...ale być może ratuje życie drugiemu człowiekowi. I właśnie to dzisiaj zrobiłam. W prawdzie sama rejestracja to bardzo mały krok do tego, żeby dawcą zostać, ale to wielki krok do tego, żeby uratować komuś życie. Za 2-3 tygodnie dostanę zestaw do wykonania wymazu, potem trafię do rejestru i pozostaje tylko czekać. Jak wejdziecie na stronę DKMS dowiecie się więcej jak trudne jest odnalezienie biorcy/dawcy w pełni zgodnego genetycznie i tam też zasięgniecie wszelkich informacji dotyczących rejestracji. Podobnie jak Monika - Dr Lifestyle także życzę mojemu genetycznemu bliźniakowi żeby mnie nigdy nie musiał potrzebować. Życzę także sobie - żebym nigdy nie potrzebowała jego. Życzę tego także wszystkim Wam i każdemu z osobna. Nawet nie chciejmy siebie potrzebować, ale dobrze wiedzieć, że w razie czego (odpukać) pomoc się zjawi.

Dzisiaj to wszystko. Dawno mnie tutaj nie było i muszę trochę nadrobić, miał od dzisiaj ruszyć nowy blog - ale też nie wyszło. Za to mam dzisiaj aż dwa powody do radości: o pierwszym napisałam Wam powyżej, a drugi jest taki, że niemożliwe czasem staje się możliwym czyli kiedyś tam napiszę Wam o moich perypetiach zdrowotnych i o tym jak z dnia na dzień mogę porzucić okulary (które osobiście kocham!). Do zobaczenia, trzymajcie się, kochajcie, dbajcie o sobie i dajcie znać co słychać u Was!

1 komentarz:

  1. Natalio - bardzo odważny i godny podziwu krok wykonałaś. Gratuluję i podziwiam.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń