![]() |
| Własnoręcznie wykonany bukiet ślubny |
Czy brzmi choć trochę znajomo? Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o marzeniach, bo...są z nami od najmłodszych lat; jedne z wiekiem ulegają zmianom jednak istnieją także takie, które przez lata bywają niezmienione.
Nie jestem pewna czy Wam wspominałam kiedyś, ale dwa lata temu poszłam na kurs florystyczny, uczyłam się jak układać kwiaty, bukiety, wiązanki i inne kwieciste dekorację. Swojej przyszłości z tym nie wiążę, szło mi także tak, że no...ekhem są rzeczy, które wychodzą mi lepiej ;) Ale niczego nie żałuję! Fajnie posiadać taką umiejętność a jej efekty widzicie na powyższej fotografii, której wątpliwą jakość zawdzięczamy drżącym dłoniom autorki i kiepskiej jakości aparatu...w telefonie. Nie wiem co ja mam z tymi aparatami w telefonach, że nigdy nie wychodzą nimi dobre zdjęcia! A moje koleżanki mają takie, że nawet ostrość ustawia :( No dobra na pewno umieracie z ciekawości o czym chcę napisać.
Mały człowiek, wielkie plany
Zawsze mówiłam Będę lekarzem z tym, że najpierw było to Weterynarzem. Potem na ziemię sprowadziła mi babcia uświadamiając mnie, że bycie weterynarzem wiąże się z cierpieniem zwierząt - a przede wszystkim z patrzeniem na nie, że to nie zawsze rutynowe badanie uzębienia, szczepienie, ale także...co dalej nie przechodzi mi przez gardło...czasem patrzenie na ich śmierć. Sekcja zwłok. To mnie przeraziło. Moja miłość do zwierząt jest tak wielka, że gdybym tylko miała możliwości pomogłabym wszystkim biednym, mieszkającym na ulicach i w schroniskach zwierzątkach. Nie tylko pieski i kotki, ale wszystkie zwierzęta zasługują na szacunek, nawet taka myszka, której widoku w pułapce znieść no nie potrafię. Ale jeśli chcecie o mojej bezwarunkowej miłości do zwierząt opowiem Wam następnym razem ;) Tak. Więc właśnie...wtedy nie wiedziałam że badanka to tak naprawdę stetoskop. Ale to nic. I tak było fajnie. Robiłyśmy z Siostrą szpital, fartuchy z prześcieradeł a Mama zaopatrywała nas w strzykawki (oczywiście bez igieł!) i zawsze w domu było pełno opakowań po lekach. Operacje na pluszakach, kroplówki z butelek po soku i skakance (nie pytajcie, zawsze byłyśmy bardzo kreatywne). Było super. Po takiej zabawie, powiedzcie, nie chcielibyście tak jak będę duża? Ja chciałam i chcę dalej! Ale jak to dziecko w międzyczasie miałam jeszcze tysiące innych pomysłów...
Marzenia się spełniają
Moje jedno, o którym marzyłam i trułam rodzicom od kiedy tylko zaczęłam mówić to był: PIES. O Barnabo! Chciałam pogłaskać każdego pieska, niestety nie wszystkie chciały być głaskane, ale...psy skradły moje serce. To marzenie się spełniło kiedy miałam iść do gimnazjum. Ale nie myślcie sobie, że dlatego że rodziców udobruchałam. Była to poważna decyzja całej naszej rodziny. I nikt z nas nie żałuje, bo pies...wniósł w nasze życie bardzo dużo. Przede wszystkim wszyscy jesteśmy mu wdzięczni za aktywność fizyczną - w końcu kiedy mieszkałam w blokach codziennie trzy razy ba! czasem i więcej - z pieskiem wyjść trzeba...nie ma czy deszcz, upał czy śnieżyca po kolana. Ale nikt nie narzekał, a ja wychodziłam z nim z największą przyjemnością. Teraz oboje z Panem Psem żałujemy, że nie możemy pospacerować. To tak apropo tych nieutrzymanych wściekłych wiejskich psów, przy których okazji możecie poczytać o miodach na przeziębienie.
Kiedy będę duża...
...wyjdę za mąż, będę mieć dobrego męża i piękną suknie. A po...przeprowadzimy się do domu z dużym ogrodem i będziemy żyć długo i szczęśliwie. To już lata późniejsze, kiedy człowiek zaczyna się orientować o co w tym chodzi. Jeśli o mnie chodzi - jestem tradycjonalistką, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie uważam, że ślub i małżeństwo to instytucja przereklamowana, przestarzała i niepotrzebna. Marzę o pięknym ślubie, fantastycznej sukni do ziemi, przed którą to będą sypać kwiatki, o moich wspaniałych bliskich, o ślicznych dekoracjach, o bransoletce z kwiatków...o tym idealnym dniu z idealnym mężczyzną. Ja wiem, pomarzyć sobie mogę. Kto lepiej mnie zna wie, że najchętniej zamieszkałabym w filmie gdzie partnera spotyka się w kolejce po kawę, a on jest tak idealny, że aż niewiarygodne, a po wszystkim jedziecie na niezapomnianą podróż poślubną - w moim przypadku - do Wenecji. Żyć nie umierać, prawda? Czasem dalej lubię sobie tak pomarzyć, bo kiedy miałam lat kilka i widziałam Pannę Młodą - biała suknie wprost odejmowała mi mowę. Zawsze chciałam, zawsze zazdrościłam. Teraz myślę, czy ta chwila w moim życiu w ogóle kiedyś nastąpi! To dopiero dobre pytanie, a jeśli tak nagłówki gazet zahuczą jak dla Carrie z Seksu w wielkim mieście Ostatnia singielka wychodzi za mąż!
Nie mów mi o czym mam marzyć
Jako dziecko zawsze marzył mi się piętrowy tort. Poważnie! Taki z wisienką na szczycie. Do tej pory takiego nie dostałam, ale może kiedyś...Czy marzenia bywają głupie? To powyższe do najinteligentniejszych nie należy i nie jedna osoba wyśmiałaby mnie prosto w twarz. Bardzo irytujące jest narzucanie swoich marzeń, planów - innym ludziom. Znam takich co Twoje marzenia mają za nic, bo ich to są takie i śmakie i to takie plany powinno się mieć, a jeśli tak samo nie myślisz...Eeeh co tu dużo mówić. Życzliwi ludzie znajdują się przy każdej kwestii i zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce nam narzucić własne zdanie. Hola hola - ja nikomu nie mówię o czym ma marzyć i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś marzył za mnie. Marzenia to taka sfera niekiedy bardzo osobista - nie o wszystkim powiemy innym.
Jestem bardzo ciekawa co sami o tym wszystkim sądzicie i...jakie były Wasze marzenia w dzieciństwie? ;)

Witaj !! Natalio - uważam, że marzenia są nam bardzo potrzebne - one nadają nam kierunek rozwoju w życiu.
OdpowiedzUsuńOdzwierciedlają stan naszej duszy; są nasze indywidualne. Warto je realizować bo w nich zawarte są nasze pragnienia i to - kim chcielibyśmy być.
Ja jako małe dziecko układałam scenariusze filmów w które potem bawiliśmy się na podwórku z bratem.
Jako nastolatka pisałam własne powieści, wymyślałam historie później marzyłam, że zostaję pisarką - wydaję własną książkę. Pisarką może nie zostałam ale spełniam się prowadząc bloga (a może w ten sposób zostałam w pewnym sensie).
Lubię pisać i prowadząc bloga czuję się spełniona :)
Dlatego Natalio- uważam marzenia za jak najbardziej potrzebne :)
Pozdrawiam Małgosia :)
Świetnie, a tak między nami - też pisałam i przed tym blogiem pisałam także inne! Kto wie Małgosiu, może jeszcze kiedyś wydasz własną książkę? Na pewno popędziłabym po nią do księgarni :)
UsuńKto wie - Natalio, może kiedyś nastąpi taki moment - będę prze szczęśliwa i dziękuję za uznanie :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń