...czyli o Stresie i jego dobrych stronach + jak to wykorzystać?
Wszyscy dobrze ich znamy. Odwiedzają nas zawsze, kiedy są najbardziej
niechciani. To jedni z tych gości, którym najchętniej zamknęlibyśmy
drzwi przed nosem. Pojawiają się zawsze kiedy mamy do zrobienia coś
bardzo ważnego: czeka nas wystąpienie, przemówienie przez tysiącem oczekującej
publiczności, zbliża się godzina ważnego dla nas egzaminu lub zaraz
wyczytają nasze nazwisko, żeby sprawdzić nasze zdolności prowadzenia
pojazdu.
Nie zbyt darzymy ich sympatią i to jedni z tych gości, którym choć za każdym razem chcemy zamknąć drzwi przed samym nosem - z buciorami włażą w nasze życie zgodnie z powiedzeniem jak nie drzwiami, to oknem.
Pojęcie stresu wprowadził do biologii kanadyjski fizjolog i lekarz Hans Seyle, który poświęcił całe 50 lat życia na badanie tego, co tak bardzo nas dręczy. I jak podaje złożona definicja:
"Stres to reakcja organizmu w postaci mobilizacji energii do pokonywania różnorodnych przeszkód, barier, wymagań, bez względu na to, czy towarzyszą jej przyjemne czy przykre odczucia. Jest to reakcja niespecyficzna, tzn. jej rodzaj nie zależy od rodzaju czynnika, jaki ją wywołuje."
Stres sam w sobie - nie jest zły. Jego przykre działanie ma więcej wspólnego z naszymi odczuciami, niż z samym stresem czy czynnikiem go wywołującym jak np. egzamin.
"(...) to nie zdarzenie, ale jego percepcja prowadzi do stresu"
Percepcja, czyli inaczej odbiór, jest kwestią indywidualną. Tak samo jak na ból, strach, radość - każdy z nas reaguje inaczej, tak samo w zależności od typu człowieka i jego osobowości zależy odbiór stresu. Według tego, co przedstawiają psychologowie można wyróżnić dwoje ludzi A i B. Gdzie człowiek o osobowości A - z małą odpornością na stres - wyróżnia się niecierpliwością, wybujałą ambicją, agresywnością, impulsywnością, wysokimi wymaganiami czy intensywnym uleganiem emocjom. Natomiast posiadający dużą odporność na stres - B - zwykle charakteryzuje się opanowaniem, spokojem, zrównoważeniem i nie posiadaniem zbyt wygórowanych ambicji. Oczywiście jak od wszystkiego - na pewno i od tego reguły znaleźlibyśmy wyjątki. Powiem więcej - sama je widzę ;)
W każdym bądź razie, to jak ten stan na nas wpłynie - zależy od nas samych. Jednak w całym przebiegu tego procesu wyróżniamy trzy fazy - MOBILIZACYJNĄ, KRYTYCZNĄ i DESTRUKCJI.
Dzisiaj zajmiemy się jedną z nich - pierwszą, najbardziej pozytywną i...zdrową.
Stres w fazie mobilizacyjnej to stres dobry oraz - przynoszący korzyści!
Doświadczenie ze stresem nauczyło mnie, że mobilizacja pojawia się już dużo wcześniej niż egzamin (jeśli mówimy o stresie przedegzaminacyjnym, przed wystąpieniem). Zaczynając ostatni rok w szkole - już go czułam. I myślę, ze to dzięki niemu znalazłam w sobie siłę do nauki.
Kiedy wiemy dużo wcześniej o tym, że za parę tygodni czy miesięcy czeka nas coś ważnego - możemy świetnie wykorzystać fazę mobilizacyjną stresu.
1. Przede wszystkim - Nie patrz na innych. Nie sugeruj się tym, że żadna z Twoich koleżanek czy żaden z kolegów - jeszcze się nie uczą. Nie ważne czy to matura, egzamin zawodowy, po gimnazjum czy w sesji.
Wiem po sobie jak to jest...Nikt się jeszcze nie uczy, aaaa (machnięcie ręką) ja też nie będę, zdążę - guzik zdążysz. I jeszcze skończy się tak, że reszta zdała, a Ciebie czeka poprawka. Więc - czy warto patrzeć na innych?
2. Zaplanuj. Zaplanuj wszystko tak, żeby nic nie zostawić na ostatnią chwilę. Zobacz co już umiesz, a czego jeszcze naprawdę musisz się nauczyć. Zacznij od tego - co wymaga więcej czasu, skup się na tym co jeszcze trzeba doszlifować. To co już umiesz - to Twoje, ale krótkie powtórzenie na pewno nie zaszkodzi!
Powiem szczerze, że sama tego nie zrobiłam i na tydzień przed maturą z biologii moja doba trwała od 7 rano do 2 w nocy, cały dzień nad książkami. Wierzcie mi, nie ma sensu się tak męczyć ;)
3. Ponieważ nie jestem najlepiej zorganizowaną osobą na świecie i żadną alfą i omegą, nie powiem żeby codziennie coś przypominać. Wiem, że nie zawsze akurat na to jest czas i nie zawsze się chce. Ale pamiętajcie, systematyka to połowa sukcesu! Dzięki temu - nie zapomnicie i...
4. Unikniecie przejścia z fazy mobilizacyjnej w krytyczną, która najczęściej pojawia się dwa, jeden przed lub...godzinę przed egzaminem.( o fazie krytycznej - następnym razem ;) nie chcę żeby było zbyt długo)
W fazie mobilizacyjnej chodzi o przygotowanie organizmu do walki/lub i ucieczki. (Jeśli chodzi o naukę - nie poddawajcie się!). Dlatego bardzo często możemy odczuwać zdenerwowanie i napięcie, które powodują wydzielane hormony: adrenalina i noradrenalina podwyższając ciśnienie, zwiększając napięcie mięśni, poziom cukru czy szybszy oddech. Jednak powinno to być pozytywne zdenerwowanie motywujące nas do działania. A jak na Was działa? ;)
Gdzie leży granica zdrowego stresu? Dlaczego jest niebezpieczna? Co pomoże nam się jego pozbyć? Czy jedzenie może pomóc i ćwiczenia mogą pomóc? O tym wszystkim - już niedługo!
W każdym bądź razie, to jak ten stan na nas wpłynie - zależy od nas samych. Jednak w całym przebiegu tego procesu wyróżniamy trzy fazy - MOBILIZACYJNĄ, KRYTYCZNĄ i DESTRUKCJI.
Dzisiaj zajmiemy się jedną z nich - pierwszą, najbardziej pozytywną i...zdrową.
Stres w fazie mobilizacyjnej to stres dobry oraz - przynoszący korzyści!
Doświadczenie ze stresem nauczyło mnie, że mobilizacja pojawia się już dużo wcześniej niż egzamin (jeśli mówimy o stresie przedegzaminacyjnym, przed wystąpieniem). Zaczynając ostatni rok w szkole - już go czułam. I myślę, ze to dzięki niemu znalazłam w sobie siłę do nauki.
Kiedy wiemy dużo wcześniej o tym, że za parę tygodni czy miesięcy czeka nas coś ważnego - możemy świetnie wykorzystać fazę mobilizacyjną stresu.
Jak to zrobić?
źródło: www.clipartbest.com
1. Przede wszystkim - Nie patrz na innych. Nie sugeruj się tym, że żadna z Twoich koleżanek czy żaden z kolegów - jeszcze się nie uczą. Nie ważne czy to matura, egzamin zawodowy, po gimnazjum czy w sesji.
Wiem po sobie jak to jest...Nikt się jeszcze nie uczy, aaaa (machnięcie ręką) ja też nie będę, zdążę - guzik zdążysz. I jeszcze skończy się tak, że reszta zdała, a Ciebie czeka poprawka. Więc - czy warto patrzeć na innych?
2. Zaplanuj. Zaplanuj wszystko tak, żeby nic nie zostawić na ostatnią chwilę. Zobacz co już umiesz, a czego jeszcze naprawdę musisz się nauczyć. Zacznij od tego - co wymaga więcej czasu, skup się na tym co jeszcze trzeba doszlifować. To co już umiesz - to Twoje, ale krótkie powtórzenie na pewno nie zaszkodzi!
Powiem szczerze, że sama tego nie zrobiłam i na tydzień przed maturą z biologii moja doba trwała od 7 rano do 2 w nocy, cały dzień nad książkami. Wierzcie mi, nie ma sensu się tak męczyć ;)
3. Ponieważ nie jestem najlepiej zorganizowaną osobą na świecie i żadną alfą i omegą, nie powiem żeby codziennie coś przypominać. Wiem, że nie zawsze akurat na to jest czas i nie zawsze się chce. Ale pamiętajcie, systematyka to połowa sukcesu! Dzięki temu - nie zapomnicie i...
4. Unikniecie przejścia z fazy mobilizacyjnej w krytyczną, która najczęściej pojawia się dwa, jeden przed lub...godzinę przed egzaminem.( o fazie krytycznej - następnym razem ;) nie chcę żeby było zbyt długo)
W fazie mobilizacyjnej chodzi o przygotowanie organizmu do walki/lub i ucieczki. (Jeśli chodzi o naukę - nie poddawajcie się!). Dlatego bardzo często możemy odczuwać zdenerwowanie i napięcie, które powodują wydzielane hormony: adrenalina i noradrenalina podwyższając ciśnienie, zwiększając napięcie mięśni, poziom cukru czy szybszy oddech. Jednak powinno to być pozytywne zdenerwowanie motywujące nas do działania. A jak na Was działa? ;)
Gdzie leży granica zdrowego stresu? Dlaczego jest niebezpieczna? Co pomoże nam się jego pozbyć? Czy jedzenie może pomóc i ćwiczenia mogą pomóc? O tym wszystkim - już niedługo!

Ciekawe analogie i widzę Natalio - że Twój blog mocno "ruszył" z kopyta - dawno mnie tu nie było :)
OdpowiedzUsuńPrzypomniała mi się sytuacja z czasów studiów:
siedzę na auli przed egzaminem- wokół mnie pełno ludzi. Siedzę zestresowana; czekamy na egzaminatora - spóźnia się. Patrzę po ludziach wokół - nie widzę po nich stresu - uśmiechy na twarzach; zaopatrzeni w "nowoczesne" pomoce naukowe. Jedna osoba mówi drugiej : "że jak nie zdam - to będzie poprawka; to ostatni egzamin na tych studiach. Na sali panuje gwar; a ja siedzę otoczona tymi "luzackimi" ludźmi pośrodku i coraz bardziej się denerwuję; z każdą chwilą mój poziom stresu rośnie. Przychodzą mi myśli - aby wstać i w trybie jak najszybszym opuścić tę salę aby uciec jak najdalej; mam ochotę tu zemdleć. Nie docierają do mnie logiczne argumenty - że przecież uczyłam się (taka już jestem - że nie uznaję wspomagania się ściągami) i że będzie dobrze.
Bardzo się denerwuję - mimo tego- że to mój ostatni egzamin - przed innymi się tak nie denerwowałam.
Nie słyszę -jak kolega siedzący obok mnie - zagaduje i pociesza; motywuje mnie do nie denerwowania się; opowiada o swojej rodzinie i dzieciach.Ja słyszę go jak przez mgłę
Wykładowca wchodzi - rozdaje kartki z pytaniami; nie dotarł jeszcze do mnie.
I nagle - co się ze mną dzieje ?.... Ja już podjęłam decyzję; "zostawiam sobie furteczkę". Mówię sobie - będzie co będzie; niezależnie od tego co się stanie świat będzie się toczył dalej; najwyżej będę poprawiać.
Pytania na egzaminie okazały się .... jak dla mnie łatwe. Z egzaminu dostałam 5 (byłam jedną z dwóch osób o najwyższych notach).
Dlaczego tak się denerwowałam tym egzaminem - bo był dla mnie znaczący jako jeden z ostatnich przed obroną pracy dyplomowej.
Moje parcie na osiągnięcie jak najwyższego wyniku - spowodowało w konsekwencji powstanie paraliżującego stresu - który mógł pokrzyżować mi szyki. Pomogła mi ta "furtka" w umyśle.
Od tej pory często praktykuję zastosowanie furtki w umyśle.
W momencie kiedy czeka mnie bardzo ważne wydarzenie - bądź spotkanie z nowymi osobami; gdy chcę coś osiągnąć - doceniam zalety takiej "furtki". J
Jest ona czymś w rodzaju drzwi ewakuacyjnych; nie korzysta się z nich w 95 % - ale pomaga świadomość; że są; dają gwarancję bezpieczeństwa.
Furtka w umyśle - pozwala mi się zdystansować; nie pozwala na to - aby dana sytuacja całkowicie mną zawładnęła. Nie spowoduje ona - że stres całkowicie zniknie; bynajmniej pozwala go zniwelować.
Pozdrawiam
Miłej niedzieli życzę :)
Myślę, że Twoja sytuacja jest świetnym dowodem na to, że jesteśmy w stanie kontrolować swój stres ;) Nie powinniśmy dopuszczać do tego, że przechodził z mobilizacji - w stan krytyczny i brał górę nad zdrowym rozsądkiem ;) Bardzo dobrze, z pewnością "furtkę" wykorzystam sama jutro na własnym egzaminie ;)
UsuńBardzo dziękuję Ci za podzielenie się własnymi doświadczeniami,
serdecznie pozdrawiam! ;)
Cieszę się - że moja historia może się komuś przydać - ja też z ciekawością do Ciebie zaglądam i na pewno z niejednej informacji na blogu skorzystam :)
OdpowiedzUsuńI niech się blog rozwija - ja również pozdrawiam :)
I powodzenia na egzaminie życzę :)
OdpowiedzUsuńNatalio - jak Ci na egzaminie poszło?
OdpowiedzUsuńTo się okaże za kilka tygodni, ale jestem dobrej myśli! Stres nie wziął góry nad tym, co umiem ;)
UsuńMiło mi to słyszeć - bardzo dobrze !!!
OdpowiedzUsuń