sobota, 8 listopada 2014

Deszczowy dzień?


Witam Was ciepło w ten zimny, pochmurny i deszczowy dzień. A przynajmniej tak wygląda on w środkowej części Polski. Mam nadzieję, że może chociaż u Was pogoda bardziej napawa optymizmem? ;)  Dzisiaj będzie o nowym blogu, będzie o książce ukazującej piękna miłość, której i Alzheimer nie zdołał pokonać, a także ponieważ nie do końca jestem zadowolona z wniosków do jakich doszłam przy okazji ostatniego wpisu, opowiem Wam trochę o moich listopadowych postanowieniach.
Tworzenie nowego bloga
Jej wymyślanie idzie mi jak krew z nosa: długo, powoli, męcząco. A to wszystko dlatego, że każdą jaką chcę wykorzystać także w adresie bloga - okazuje się być zajęta. Wiecie co mnie w tym najbardziej denerwuje? Ich autorzy już dawno ich nie prowadzą, ostatni post widnieje z datą np. z 2012 roku. Krew człowieka zalewa. Chciałabym wymyślić coś prostego, ale oryginalnego. Coś co także odzwierciedlałoby poniekąd mnie samą. Pigułka jeszcze niedawno wydawała mi się odpowiednia, ale...teraz sama już nie wiem. Dzisiaj w ogóle mam jakiś dziwny dzień...jakby ktoś przebił mnie igłą biopsyjną i wypuścił ze mną całe powietrze, łącznie (a może i w największej mierze) z energią. To wszystko przez tą straszną pogodę. Wymyślę coś, obiecuję. Planuję wystartować z nowym blogiem na początku grudnia. Mam ogromną nadzieję, że nie dowiem się o dziesięciu kolokwiach w tym czasie i pięćdziesięciu innych sprawach do załatwienia. Wiecie jak to jest - jak człowiek coś sobie zaplanuje, to zwykle inni planują w tym czasie coś za niego. Przede wszystkim bardzo, ale to bardzo bym chciała do tego czasu:
a) wymyślić oryginalną, ciekawą nazwę. 
b) opanować HTML chociaż tak, żebym mogła zrobić sobie fajne rozwijane menu, które marzy mi się...oj od dawna. 
c) opanować HTML tak dobrze, żeby stworzyć bloga swoich marzeń
d)...albo znaleźć kogoś kto to umie i mnie wyręczy ;)
Jeśli jest wśród Was ktokolwiek kto się na tym zna - krzyczeć. Złapać mnie jak zawsze możecie na Facebooku, Google+, i pod adresem e-mailowym eatlifelovehealth@gmail.com :)
Na nowym blogu, zgodnie z tym o czym pisałam Wam wspominając o wprowadzanych zmianach, pojawiać się będą posty dotyczące naszego zdrowia, ale także planuję poszerzyć go o treści związane chociażby z naszą fizjologią czy anatomią, a żeby nie było tak sucho i teoretycznie - bo od tego to aż czasem głowa boli - zastanawiam się czy od czasu do czasu nie dzielić się tam z Wami własnymi zdrowotnymi doświadczeniami. Ale nad tym się jeszcze zastanowię. No. Dam znać jeśli dojdę do konkretów.
Miłość ponad wszystko

Miłość - motyw przewodni tak wielu książek, filmów, seriali, felietonów i innych publikacji, że chcąc wymienić wszystkie trzeba by stworzyć osobny cykl postów na ten temat! Tak oczywiste uczucie, że czasem go nawet nie zauważamy. Jeśli o mnie chodzi - moja druga połówka gdzieś krąży po świecie, ja osobno - i ona beze mnie. Ale to nic. Nie możemy mieć wszystkiego ani też na ten temat może napiszę Wam innym razem. Skoro blog zyskał status osobistego - mogę sobie pozwolić na luźne tematy do rozmowy :) Cieszę się z tego bardzo, czasem coś łatwiej przelać mi czarno na białym niż nawet powiedzieć. Przez gardło nie przejdzie, ale słowo pisane owszem! Jeśli chodzicie do biblioteki lub/i księgarni i szukacie czegoś o miłości, o silnej miłości co zwycięży wszystko - polecam Wam Pamiętnik. Powieść dość stara, powstał nawet film na jej postawie. Czytałam już dwa razy, a film? Za każdym razem gdy tylko nadarzy się okazja. Słyszałam na jej temat już tak różne i sprzeczne ze sobą opinie - bo cóż, nie wszystkim musi się podobać to samo i całkowicie to szanuję - że z przyjemnością poznam Wasze opinie. Na pewno znacie, ale jeśli ktoś z Was jeszcze nie miał okazji jej przeczytać - ja polecam. Nicholas Sparks (chyba mój ulubiony autor takich powieści) przedstawił obraz trudnej, pełnej przeszkód i niepowodzeń miłości, której bohaterowie muszą zmierzyć się z jeszcze jedną przeszkodą - chorobą Alzheimera, która dotyka główną bohaterkę. Swoją drogą czytając to bardzo głęboko zaczęłam zastanawiać się nad tym jak to musi być trudne, żyć z kimś, komu najprawdopodobniej każdego dna wydaje się, że Twoją twarz widzi po raz pierwszy w życiu. Straszna choroba, nie wyobrażam sobie jednego dnia zapomnieć kim jestem, kim są moi bliscy, gdzie mieszkam ani co się wydarzyło poprzedniego dnia. Myślicie, że wciąż istnieją mężczyźni którzy skłonni by byli codziennie czytać pamiętnik swej ukochanej? W dzisiejszych czasach wydaje się to niemożliwe, ale ja głęboko wierzę, że prawdziwa miłość jeszcze istnieje, taka do grobowej deski. Bo ja to taka trochę marzycielka jestem - ale o tym to też powiem Wam może następnym razem? Pomyślę. Tymczasem, mam nieodpartą ochotę właśnie dzisiaj wrócić do Pamiętnika. Robiłam dzisiaj porządek na regale z książkami i przypadkiem wpadła w moje ręce - to znak?
książka na jesień, miłość ponad wszystko

Niezadowolenie = zrób tak, żeby być zadowolonym
Lubimy czuć się dobrze. Wtedy kiedy nie czujemy się dobrze - robimy wszystko, żeby zacząć czuć się dobrze. Ostatnio kiedy odpowiadałam na pytania Małgosi, uświadomiłam sobie, że mój cel - będę dbać o swoje zdrowie, będę ćwiczyć i żyć aktywnie - został niespełniony. Czas to zmienić, dlatego ponieważ kiedy ostatnio przyznałam Wam się do zaniedbania moich ćwiczeń i o motywacjach udało mi się pokonać lenistwo i wyciągnąć tą matę do ćwiczeń - tak samo pomyślałam dzisiaj! Skoro wtedy mogłam znaleźć w sobie takie pokłady motywacji i energii, dlaczego nie miałabym tak samo znaleźć ich dzisiaj? Przygotowałam dzisiaj sobie nawet tabelę z planej treningowym, jeśli nie zapomnę włączyć Endomondo (tak jak to zwykle u mnie bywało) pod koniec miesiąca podzielę się z Wami swoimi poczynaniami. Nie lubię zawodzić ludzi, a czuję że to juz zrobiłam - tym razem nie nawalę! Jestem niezadowolona z samej siebie? Zamierzam to zmienić.
Lista listopadowych postanowień
1. Zadbam o aktywność fizyczną. Chociaż wiem doskonale, że chudnąć z czego nie mam (nie taki był mój cel wprowadzenia w swoje życie zmian - chciałam żyć aktywnie, nie chudnąć) chciałabym poprawić sylwetkę tu i tam. Wszystko po to, żeby przy okazji wakacyjnej wycieczki po Włoszech prezentować się jak należy! Ale nie tylko. Zaczynam mieć zadyszkę wchodząc na drugie piętro - trzeba zapobiegać w porę.

2. Będę systematycznie powtarzać materiał. I obecny na zajęcia - i na maturę. Do maja/czerwca szybko zleci, sama widzę co się dzieje: kolokwium goni kolejne. Muszę przyznać, że na razie nie mam z tym większych problemów, ale: strzeżonego...tak na wszelki wypadek wolę o tym wspomnieć. Jeśli kiedyś usłyszycie, że czegoś nie zaliczyłam albo się nie uczę: odeślijcie mnie do mojego własnego bloga - to będzie jak kubeł zimnej wody.

3. Nie przestanę utrzymywać kontaktu z ludźmi. Ostatnio - problemów z tym nie mam. Moje życie towarzyskie kwitnie, mimo szkoły, studiów, pracy przez, które moja ulubiona turystyczna blogerka nie ma czasu na dodawanie nowych postów- takie życie i trzeba sobie z tym poradzić. Wszystkie pięknie, kolorowo, bajecznie, więc dlaczego o tym wspominam? Ano ponieważ zawsze na koniec roku nachodzi mnie taka niezbyt optymistyczna myśl: zamknąć się w pokoju i nie wychodzić. Nie chcę tego. Zamykanie się w czterech ścianach tylko dlatego, że coś nam nie wyszło, czegoś się wstydzimy, jest nam z jakiegoś powodu przykro, smutno i najgorzej na świecie - nie sprawi, ze poczuję się lepiej. Wręcz przeciwnie! A zgodnie z [poprzedni akapitem: dążymy do tego, żeby czuć się dobrze. Nie ma co utrudniać sobie życia.

4. Przestanę się przejmować pierdołami. Myślę, że w tym wypadku komentarz jest zbędny ;)

5. Będę więcej fotografować. Idzie mi to coraz lepiej, a zważywszy na to, że przeszłam na wyższy poziom fotografii i używam tylko ustawień MANUALNYCH - mam powód do dumy. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje zdjęcia i tak dalej odbiegają od ideału i że wiele nauki przede mną, ale: praktyka czyni mistrza. A więc: aparacie kochany, od dziś towarzyszysz mi zawsze i wszędzie!

6. Pójdę do lekarza. Chcę zrobić rutynowe badania, sprawdzić chociażby poziom cukru, hormonów i jonogram. Wszystko na pewno będzie okej, ale wiecie - jako, że tak często wspominam Wam o tym jak ważne są regularne badania i kontrola - wstyd byłoby nie zrobić tego samemu.

7. Znajdę sposób na jesienną chandrę spowodowaną taką pogodą:

deszczowy listopad, sposób na chandrę
Taki widok z okna wcale nie pomaga.
Słodko słodka przygoda fotograficzna

Nie mogłam się wczoraj powstrzymać kiedy szykowałam zdjęcia do dzisiejszego wpisu, żeby nie uwiecznić czegoś słodkiego...mój ostatnio najlepszy poprawiach humoru!


Tym oto optymistyczniesłodkim akcentem - do zobaczenia!

2 komentarze:

  1. Natalio - mnie też czasami nachodzą takie momenty, że najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach i nie wychodziła, chociaż ludzi uwielbiam. Ja myślę, że być może jest to forma ucieczki od nierozwiązanych problemów i że człowiek "czasami ma dosyć " - być może zbyt dużo od siebie wymaga.

    Powodzenia w realizacji "wypunktowanych" planów Ci życzę. I pamiętaj nic na siłę - jeśli wszystkiego nie dopniesz na ostatni guzik.

    Ja ostatnio zauważyłam, że im więcej się spinam i coś "na siłę gonię" to to ucieka ode mnie i nie wychodzi .

    Z kolei im bardiziej na luzie podchodzę to jestem nieraz zaskoczona rezultatami/wynikami .

    A te cukierki - naprawdę słodki widok stanowią. Bardzo ładne zdjęcia, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to prawda - tak właśnie jest! Chociaż na co dzień trzymam się planów, list zadań do wykonania itd. to wiem, że szybciej chciałoby się zrobić coś, co przyszło na myśl w międzyczasie. Plany są mi niestety potrzebne - bez nich czasem zapominam co chciałam zrobić, miałam albo co powinnam ;)
      Może to jest metoda? Nie na darmo się mówi Wrzuć na luz!
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa ;)

      Usuń