środa, 1 października 2014

Otwórz oczy.


Dzisiaj dzień jest dziwny. Miłe spotkanie z koleżankami po zajęciach, najprawdopodobniej zaliczone kolokwium (tak nie chcąc się wcale chwalić, ale myślę ze bardzo dobrze mi poszło!), udało mi się nawet nie spóźnić na zajęcia rano, mimo że z domu wyszłam stanowczo zbyt późno niż powinnam. Wydawać by się mogło, że dzień marzenie! Deszcz, zimno, znowu te wielkie parasole, przez które zwykle potykam się w busie. Taka pogoda nie sprzyja pogodnej wewnętrznej aurze, co wierzcie mi ale nie umknęło na uwadze nawet kierowcy! Swoja drogą to miłe, kiedy obcy zupełnie człowiek zadaje Ci pytanie "Czy wszystko w porządku? Jest Pani dzisiaj jakaś smutna" Czy ja dzisiaj mam zły humor? Czy jest mi...przykro, smutno, źle? Nie...to tylko jesienna chandra która dopada wszystkich! Jednak mimo, że wszystko można zgonić na początkowo-jesienną-październikową-deszczową chandrę, mam raz na jakiś czas, a ostatnio dosyć często, taki czas kiedy zastanawiam się nad wieloma sprawami. Już wiecie, że bardzo często moje refleksje dotyczą zdrowia, ale dzisiaj zaczęłam zastanawiać się nad czymś innym. Myślałam o ludziach. 
Radość, satysfakcja czy przykry obowiązek? 
Decydując się na zawód farmaceuty, trzeba liczyć się z tym, że powierzają nam pewną misję. Mamy przede wszystkim pomagać ludziom, wydając im odpowiednie leki, jakby nie patrząc pomagamy im wrócić do zdrowia. Nie ukrywajmy, leki to nie cukierki, nie bierzemy ich bez konkretnego, medycznego uzasadnienia. A przynajmniej - nie powinniśmy, co w praktyce wygląda nieco inaczej i na pewno ktoś z Was się pod tym podpisze. Zgadzacie się? Wracając do sedna: mam pomagać ludziom. Słuchając wykładów o etyce pracy, prawie, możliwościach, sytuacjach z życia wziętych przede wszystkim zadałam sobie pytanie: Czy na pewno tego chcę? Moja odpowiedź bez cienia wątpliwości brzmi - tak. Chcę przyczynić się do poprawy stanu ich zdrowia. Chcę przekazać część swej jeszcze niezdobytej, ale szybko zleci, wiedzy. Ale przede wszystkim: chcę pomagać. Nie potrafię przejść obojętnie obok cierpiącego człowieka, nie potrafię znieść myśli, że ktoś obok mnie cierpi - bez względu czy psychicznie, fizycznie, emocjonalnie - nie umiem tak. Gdybym tylko mogła zrobiłabym wszystko, co tylko można aby pomóc wszystkim. Bez wyjątku. Bez względu na wiek, płeć, wzrost, kolor skóry, oczu, pochodzenie. To nie ważne. Każdy człowiek to człowiek. A jeśli w grę wchodzą moi  najbliżsi, to sprawa oczywista, że chociaż nie zawsze można, nie zawsze się da, nie zawsze jest sposobność - chcę pomóc. To radość pomagać innym. Przykry obowiązek to patrzeć i słuchać na te wszystkie okropności jakim niestety najczęściej, albo i zawsze winni są ludzie. Nie wszyscy. Dobrzy także istnieją ;)
Otwórz oczy
Nie wiem jak wygląda to u Was, ale naprawdę codziennie można spotkać osobę, która potrzebuje naszej pomocy. Może to być bezdomny, którego smutek w oczach powoduje, że kraja się serce (mówię o naprawdę bezdomnych, biednych ludziach bez dachu nad głową, a nie o pijaczynach z przetrawioną wątrobą, mózgiem i wszystkim co się da liczącym na uzbieranie na kolejną połóweczkę - co mnie bardzo drażni), może to być starsza kobieta z trudem wsiadająca do autobusu, młoda mama z chorym dzieckiem w kolejce do lekarza - jak takim nie odstąpić kolejki? Może być to także Twój sąsiad, który schorowany został pozostawiony sam sobie, a nie ma siły udać się np. do apteki po potrzebne leki, czy pani siedząca obok Ciebie w autobusie, którą właśnie mąż zostawił i widać w jej oczach, że ma ochotę opowiedzieć Ci całą historię swojego życia, bo to poprawi chociaż na chwilę jej stan. Możliwości spotkania ludzi, którzy potrzebują pomocy jest przeogromna. Od naprawdę sporych, przykrych wręcz, nieprzyjemnych problemów po nawet tak niewielkie jak np. Natalia, której nic w ostatnim roku nie szło jak powinno. Bez względu jakiej natury jest to problem czy jak wielki - każda taka osoba potrzebuje pomocy. Dlaczego najczęściej obojętnie przechodzimy obok innych ludzi? Mężczyzna, może i pijany, może leżeć na ziemi, z raną na głowie, wokół oczywiście zbiegowisko. Myślicie, że ktoś zadzwoni na pogotowie? Nie - od razu na policję, bo NA PEWNO PIJAK i NA PEWNO jakaś bójka. Nikt nie pomyśli, że alkohol to wcale nie alkohol tylko aceton - wyczuwalny w przypadku cukrzycy, że rana głowy to nie ślad bójki tylko być może upadając uderzył o kamień, chodnik, krawężnik czy co znajdowało się w pobliżu. Leży na chodniku? Może miał zawał? Może napad padaczkowy (są różne rodzaje padaczki, nie zawsze występują drgawki a przynajmniej ja o takich słyszałam, ale tutaj liczę na jakieś pouczające wyjaśnienie w komentarzu ;))
To bardzo przykre. Ostatnio byłam świadkiem jak starszy mężczyzna na skutek nagłego hamowania autobusu uderzył głową o siedzisko, upadł na podłogę, a nikt nie pomógł mu - byłam jedyną osobą, która zerwała się aby chociaż zapytać czy nic się Panu nie stało, czy dobrze Pan widzi, co Pana boli. Mimo iż wiedziałam, że nie pomogę mu wstać - tutaj bardzo mi przykro, ja po prostu mam za mało siły, całe szczęście zebrałyśmy się w 4 baby, bo stojący obok i przyglądający się dobrze zbudowany chłopak miał to kolokwialnie i bardzo nie ładnie mówiąc w dupie (musicie mi wybaczyć.) Jak tutaj nie stracić wiary w człowieka? Dobrzy ludzie też są, jak wspomniałam w poprzednim akapicie! Tylko to ta bardziej obojętna część przeciąża szalę. Szkoda. To smutne. 
Co możemy zrobić? 

1. Otwórz oczy. Rozejrzyj się - na pewno znajdziesz wokół siebie kogoś, kto czeka na Twoją pomoc!
2. Wiedząc, że czy bliska Ci osoba, czy ktoś o kim wiesz, że ma problem - zapytaj co możesz zrobić. Okaż zainteresowanie, jeśli nic nie możesz zrobić, bo są takie sytuacje gdzie jesteśmy bezradni, a co mnie bardzo frustruje - pokaż, że ma Twoje wsparcie. Nawet jeśli ta pomoc ma polegać na użyczeniu rękawa.
3. Raz dziennie - dobry uczynek. Pomóż sąsiadce wnieść zakupy, ustąp miejsca starszej kobiecie w autobusie, kliknij tutaj. Internetowo też można pomagać. Swoją drogą dziękuję Małgosiu za polecenie tej stronki ;)
4. Wiecie, że chociaż istnieją preparaty zastępcze krwi - prawdziwą ciężko zastąpić. Idź na podstawowe badania, porozmawiaj ze swoim lekarzem - może okazać się, że Twoja krew uratuje komuś życie. 
5. Ponieważ ja krwi oddać nie mogę, bardziej ze względów takich, że ambulans musiałby mnie odwieźć do domu niż z medycznych przeciwwskazań, zaczęłam interesować się akcją Daj włos (to pierwsze co znalazłam, na stronie fundacji Rak'n'Roll na pewno znajdziecie dokładniejsze info). Tylko muszę poczekać, aż trochę odrosną mi włosy ;) Uważam, że to bardzo pomyślna inicjatywa.
6. Nie bądź obojętny. Kiedy zobaczysz, że pan w autobusie nagle upada - zrób coś. Nie stój jak słup soli.
7. Uśmiechaj się. Uśmiech pomaga i Tobie i innym - ostatnio tego próbuje!
8. Nie zrażaj się. Nie zawsze będziesz umiał pomóc, może się zdarzyć, że mimo chęci i prób - to się nie uda. Nie zniechęcaj się, próbuj dalej!
9.
10.
11.
12.
(...)
Kończę na 8, jeśli macie propozycje - czekam na Wasze komentarze i zostaną one opublikowane w następnych punktach. Jestem pewna, że coś wymyślicie!
Jakie jest Wasze zdanie na temat niesienia pomocy?
Nie tak dawno pomogłam Panu, który został pozbawiony obydwu kończyn górnych zapłacić za przejazd - to prawdziwe szczęście, satysfakcja, a największa kiedy na twarzy, w oczach, mimice, sposobie mówienia i mowy ciała tej drugiej osoby widzicie szczęście, że ktoś im pomógł. Wierzę, że dobro do nas wraca!
Życzę Wam samych pomocnych okazji!

1 komentarz: