piątek, 12 września 2014

Zdrowie w Twoim ogrodzie.

 Jeśli macie ogródki - na pewno hodujecie w nim różne roślin; są to drzewa, iglaki, owocowe krzewy, nieraz warzywa czy zioła jak np. mój ulubiony dodatek do herbaty w postaci listków mięty, a już na 100% jestem pewna, że posiadacie różne rośliny mające spełniać się w roli naturalnych, ogrodowych dekoracji - czyli kwiaty. 
Właśnie zaczęłam naukę w szkole policealnej na kierunku technik farmacji, miałam już przyjemność (większą bądź mniejszą, bo przedmiot jest bardzo obszerny i niestety - czystą pamięciówką) uczestniczyć w zajęciach z farmakognozji - jest to nauka zajmująca się poznawaniem i pozyskiwaniem surowców mających znaczenie w procesie leczenia i profilaktyki, tym samym dowiedzieć się, że także w moim ogrodzie mogłabym pozyskać surowiec o leczniczych właściwościach, o których to właśnie dzisiaj postanowiłam Wam napisać

Nic pod wpływem chwili
Jeśli zastanawiacie się czy pisze dlatego, że bardzo mnie ciekawi ta cała farmakocośtam, muszę niestety powiedzieć, że po ostatnich czterech latach w technikum o kierunku pokrewnym do ogrodnictwa, bo w architekturze krajobrazu - moja miłość do roślin ogranicza się do ich wybrania, podziwiania i podlewania. Przy tej okazji mogę Wam doradzić, a przynajmniej tej części z Was, którzy zastanawiają się jeszcze nad wybraniem kierunku kształcenia - nie róbcie niczego pod wpływem chwili; jeśli zawsze marzyliście, tak jak na przykład ja, o farmacji czy medycynie - nie ma co iść do byle jakiej szkoły, a moim przypadku technikum, które tak naprawdę - zainteresowało mnie jedynie przez ówczesną przeprowadzkę i teraz z perspektywy czasu myślę, że te wszystkie decyzje jakie wtedy podjęłam były pod wpływem chwili. To błąd. Nie róbcie tak, potem się baaardzo żałuje. Niemniej jednak sam fakt, że to co mam w ogrodzie ma właściwości lecznicze - jest bardzo interesujące. A tym na co działa - jestem po prostu zauroczona. Czy chcecie czy nie, chociaż wolałabym żebyście chcieli, od tej pory o farmacji, farmakologii (działaniem leków) i wszystkim co związane z farmacją - zamęczę Was. Na usprawiedliwienie powiem, że w końcu czuję, że robię coś, co naprawdę kocham. A o to chyba właśnie chodzi, nie sądzicie?


Dzisiaj w obiektywie
Wiesiołek (Oenothera) - roślina stara jak świat, długo kwitnąca, także o ozdobnych żółtych kwiatach, a przede wszystkim - o zdrowotnych właściwościach. Do Europy został sprowadzony już w 1618 roku z Ameryki Południowej. Znanych jest coś około 200 jego odmian, a w Polsce stosowanych z 20 - bardzo mu się spodobało w naszym klimacie ;) Początkowo - brano go za chwast, ponieważ nie tylko sadzony jest w ogrodach jako roślina ozdobna, ale rośnie także dziko. Początkowo jego lecznicze właściwości odkryła medycyna ludowa, jednak bardzo szybko medycyna konwencjonalna (allostatyczna, akademicka) zbadała i przekonała się, że olej z wiesiołka - to czyste zdrowie. ;)

Olej olejowi nie równy!
W zwykłym oleju rzepakowym - nie znajdziecie wszystkiego tego, co zawierają olejki z wiesiołka dwulistnego, czyli odmiany najczęściej i w największej ilości wykorzystywanej w medycynie czy farmacji. Jego największą zaletą jest to, że w swoim składzie posiada aż dwie substancje aktywne: Kwas GLA (gamma-linolenowy) i kwas linolowy (CLA - kwas cis-linolowy) obydwa należące do grupy kwasów nienasycone kwasy tłuszczone (NNKT). Zawiera także kwas palmitynowy i olejowy.

Naprawdę wątpię czy chcecie wiedzieć wszystko o tych kwasach, ale jeśli chcecie krzyczcie! Wtedy w  następnym poście powiem Wam o nich wszystko to, co wiem sama! W każdym bądź razie myślę, że najlepiej skoncentrować się na samych ich właściwościach, czyli wszystko to, co znajdziecie w oleju z wiesiołka.

Zdrowie w olejku? 
A to ponieważ w naszym organizmie nic nie dzieje się samo i bez przyczyny. Te wszystkie wymienione wyżej kwasy pełnią także określone role w naszym organizmie, ale żeby mogły spełniać zamierzone funkcje muszą zostać przyswojone. Coś jednak im to, jak to zwykle w życiu bywa gdy czegoś bardzo chcemy - utrudnia. Enzymem odpowiedzialnym za syntezę nienasyconych kwasów tłuszczowych odpowiada D-6-D(delta-6-destauraza), której ilość niestety bardzo zależy od nas samych i naszego stylu życia. W tym wypadku obniżenie poziomu D-6-D jest ściśle z tym związane, ponieważ
• palenie papierosów
• nadużywanie alkoholu
• stres
• długotrwała ekspozycja na działanie promieni UV
• brak aktywności fizycznej
• nieodpowiednia dieta (np. tłuszcze trans)
To tylko przykładowe powody zmniejszana enzymu pozwalającemu kwasom na odpowiednie przyswajanie i działanie. Właśnie dlatego oprócz zmiany stylu życia na zdrowy, ograniczając spożycie alkoholu, tłuszczów i porzucenie nałogu palenia papierosów, warto sięgnąć po olej wiesiołkowy, który bogaty w te kwasy uzupełni ich niedomiar.

Przydatny niemal wszędzie! 
Stosowany może być w różny sposób, znajdziecie go w każdej aptece w postaci np. kapsułek, ale także w postaci płynnej, którą niektórzy stosują nawet zamiast masła! (Za jakiś czas powiem Wam jak zrobić samemu krem z olejkiem z wiesiołka, tylko spokojnie, wszystko wymaga czasu ;)) Stosowany właśnie jako maść łagodzi objawy alergii, zapalenie skóry, wygrywa w walce z trądzikiem i świetnie natłuszcza skórę chroniąc przed przesuszeniem - wypróbowałam, wiem co mówię! Ponad to wszystko pozytywnie wpływa na pracę układu krążenia, obniża ciśnienie krwi, hamuje rozwój miażdżycy, zmniejsza ryzyko zawału serca. Badania wykazały, że hamuje aktywność genu odpowiedzialnego za wzrost komórek rakowych, wpływa pozytywnie na działanie układu immunologicznego działając w większych dawkach przeciwzapalnie, a wraz z tranem - jest świetnym sposobem na profilaktykę przeziębienia! Dodatkowo oddziałuje na układ nerwowy łagodząc stany lękowe, poprawiając nastrój i koncentrację. Polecany także w chorobach reumatycznych, gdyż działa regenerująco na tkankę kostną.
Uf, mogłabym jeszcze wiele wymienić, lista w podręczniku mam wrażenie, że nigdy się nie skończy. W każdym bądź razie jak sami widzicie nawet po powyższym niewielkim fragmencie - lista stosowania wiesiołka jest bardzo obszerna i wywołuje pozytywny wpływ niemal na wszystko!
Można także stosować jego nasiona, jednak po uprzednim rozdrobnieniu w moździerzu. Jeśli chodzi o dawkowanie najlepiej jeśli skonsultujecie się z lekarzem bądź farmaceutą ;) Ja postaram się dowiedzieć jeszcze więcej i na pewno o tym napiszę.

Mam nadzieję, że dzisiejszy post chociaż w jakimś stopniu okazał się przydatny. Od teraz możecie się spodziewać samych podobnych poświęconych naszemu zdrowiu, na jakiś czas zakładka Odżywianie i Fotografia muszą zostać zatrzymane, gdyż po prostu brakuje mi czasu...Ale wierzcie mi, farmacja to trudna dziedzina, ale ja ucząc się jej od dwóch tygodni zdążyłam się już zakochać.

Mam do Was jeszcze prośbę...jeśli uważacie, że blog powinien być prowadzony w inny sposób lub zamieszczane teksty są zbyt ogólne bądź zbyt obszerne - zgłaszajcie swoje uwagi, krytyka nikomu nigdy nie zaszkodziła, a zależy mi na tym, żeby wszystko było idealnie ;)


Czy jest coś o czym szczególnie chcielibyście przeczytać?

4 komentarze:

  1. Pewnie, że właśnie o to chodzi :) Ja także zrobiłam ten sam błąd ze szkołą.. ale cóż czasem niema innego wyjścia.
    O proszę z tym olejem to nowa ciekawostka gdyż nie miałam o tym pojęcia i zgaduje, że większość osób także.
    "Cała nasza nauka, w porówna­niu z rzeczy­wis­tością, jest pry­mityw­na i dziecin­na - ale na­dal jest to naj­cenniej­sza rzecz, jaką posiadamy. " ucz się ucz tym bardziej, że podoba Ci się farmacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz! Mam jeszcze kilka takich asów w rękawie! Cieszę się, że Ci się podoba ;)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Niestety w 21 wieku zapominamy o magii roślin. Farmakognozja niestety już od kilku lat jest głównie medycyną akademicką, a to co mamy w aptekach to w 90% czysta chemia, bądź 'substancje syntetyczne identyczne z naturalnymi'.

    Przypomniała mi się rozmowa z babcią, kiedy podczas oglądania telewizji usłyszała, że były Prezydent nie wiedział o tym, że 'marihuanę robi się z konopi'. Babcia stwierdziła, że 'za jej czasów' olejek z konopi był lekiem na depresje i apetyt, a nie narkotykiem, pociągnąłem temat dalej i dowiedziałem się, że na bezsenność i biegunkę stosowało się herbatkę z makówek, a na poprawienie nastroju herbatkę z szałwii wieszczej ;-)

    OdpowiedzUsuń