piątek, 15 sierpnia 2014

Kubki smakowe ją uwielbiają - serce, mózg i nerki mniej.


Większość z nas nie wyobraża sobie bez niej życia. Dodajemy ją niemal do wszystkiego: zupy, sosu, ziemniaków, makaronu nawet zdrowego śniadania w postaci twarożku. Zastanawialiście się kiedyś czy...nie używacie jej za wiele?
Czym jest sól? 
Chemicznie, sól kuchenna, czyli taka jaką najczęściej spożywamy, to chemiczny prawie czysty związek chloru i sodu: chlorek sodu (NaCl) z dodatkiem niewielkiej ilości jodu (jodek potasu) oraz nieraz może zawierać w swoim składzie także śladowe ilości żelazocyjanku potasu E - 536 (K4[Fe(CN)6]), związku wykorzystywanego w przemyśle spożywczym jako substancja zapobiegająca zbrylaniu m.in soli kuchennej (dzięki temu utrzymuje postać sypką).
Dlaczego jej potrzebujemy? 
To, że jest niezdrowa na pewno większość z Was już wie, ale jeszcze niżej o tym przeczytacie. W każdym bądź razie to nie jest tak, że musimy zrezygnować z niej całkowicie. Wręcz niewskazane by było zaprzestanie jej używania, ponieważ chlorek sodu jest nam potrzebny. 

- Reguluje gospodarkę wodną naszego organizmu. 
- Odpowiada za metabolizm białek. 
- Wspomaga funkcjonowanie układu nerwowego i mięśniowego. 

Niedobór chlorku sodu powoduje problemy z sercem i wątrobą, koncentracją czy pamięcią. Ale warto wiedzieć, że jej niedobór nam nie grozi, prędzej powinniśmy martwić się jej nadmiarem.

Nadmiar? Dlaczego? Przecież ziemniaki solę tylko łyżeczkę! 
Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzienne spożycie soli nie powinno przekraczać 5 gramów. Jest to mniej więcej jedna łyżeczka od herbaty. Oprócz tego, że sami dosalamy potrawy, warto wiedzieć, że sól znajduje się we wszystkim co jemy: w wędlinach, chlebie, serach, konserwach, margarynie, ketchupie, sosach, w przyprawach a także w produktach przetworzonych. Tak więc, to że osolimy ziemniaki jedną płaską łyżeczką od herbaty, następnie tyle samo osolimy zupę na pierwsze danie, doprawimy sos i posypiemy kanapki z pomidorem na kolację także solą - wychodzi, że spożywamy jej znacznie więcej niż zaleca WHO. Wedle przeprowadzonych badań Polskiego Instytutu Nadciśnienia Tętniczego wynika że średnio zjadamy 2, a nawet 3 razy więcej soli - 10-15 g dziennie, co znacznie obciąża serce, nerki, wątrobę czy nawet mózg.

Smak kontra zdrowie
W tej bitwie, zazwyczaj wygrywa smak o czym czytacie powyżej. Ale być może to, co przeczytacie poniżej przekona także i Was, że lepsze zdrowie niż smak!
Spożycie zbyt dużej ilości soli powoduje wzrost ciśnienia tętniczego krwi oraz zatrzymywanie wody w organizmie. Pierwszym tego objawem jest widoczna opuchlizna szczególnie kończyn. Błędnym postępowaniem w takiej sytuacji jest ograniczenie spożywania wody. Tym samym powodujemy, że krew się zagęszcza: mogą pojawić się kłopoty z nerkami i jeszcze wyższe ciśnienie. Dlatego lepiej pić wodę, ale mniej solić ;)

Choroby nadmiaru soli:
O powyższych chorobach jeszcze kiedyś na pewno przeczytacie. Jednak teraz krótko podsumowując mogę Wam z całą pewnością powiedzieć, że nie warto dosalać. Zostawcie potrawy takie, jakie są, chociaż kilka ziarnek w ziemniakach na pewno nie zaszkodzi, grunt żeby znać umiar ;) Pamiętajcie także o tym, że sól można zastąpić, np. świeżymi przyprawami i ziołami: majeranek, lubczyk, bazylia, oregano czy tymianek nadają się znakomicie. Wierzcie mi, do dzisiaj rodzina nie chce mi uwierzyć, że do twarożku, który ostatnio zrobiłam nie dodałam nawet ziarenka soli, a smak - był doskonały, nawet lepszy ;)

Kilka pomysłów, jakie odzwyczają Cię od soli:
- Jedz więcej warzyw i owoców
- Podczas gotowania dodawaj soli do warzyw po zagotowaniu
- Nie dosalaj tego, co już masz na talerzu!
- Zastosuj zioła i przyprawy (jeśli chcecie w następnym poście napiszę o tym jak stworzyć własny, domowy ogródek ziołowy nawet w bloku!)
- Sól kuchenną zastąp solą morską - ponoć zdrowsza i zawiera więcej jodu od sodu, ale nie zalecana dla osób z chorobami tarczycy.
- Kupując w sklepie zerknij na zawartość soli, porównaj i wybierz ten, który ma jej najmniej.
Do jej mniejszych ilości, a nawet braku - można się przyzwyczaić. Wierzcie mi, chociaż i mnie wydawało się to niemożliwe, znam ludzie którzy wcale jej nie używają. I żyją. Całkiem nieźle ;)
Życzę Wam udanego długiego weekendu, bez przeziębień, poparzeń, burzy i bez...soli. Trzymajcie się, wkrótce znów do Was napiszę ;)


Pozdrawiam, N.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz